dark-bradshaw blog

    Twój nowy blog

    Kurtyna w dół. Show zakończone. Brawa, czasami owacje na stojąco. Światła gasną, aktor schodzi ze sceny.

    Dziękuję za te kilka lat, czas rozpocząc nowy etap. Rola Bradshaw’a dobiegła końca. Nie ma nagród. Nie ma wywiadów w kolorowych magazynach. Jest kilkadziesiąt słów, kilkanaście notek. I nic tego nie zmieni, nikt nie wyrzuci. Było. Mija. A u mnie wszystko w najlepszym porządku. Trzymajcie sie, do zobaczenia kiedyś.

    Wiosna wparowała na salony i do mojego łba. Postanowiłem wiosennie się zakochac. Tak naprawde. I niech to bedzie nawet fatalny romans i mega nieszcześliwa miłosc, ale pragne sie zakochac. Ale jak tak sie rozglądam na ulicy, to za bardzo nie ma w kim. Jednak wymyśliłem sobie, że znajdę tego kogoś.

    Piętnastominutowy wywiad potrafi doprowadzi człowieka do orgazmu. Wtedy też ciemno robi się przed oczami.

    Ja się starzeję, a Tysiova ma co sezon nowe foto w portfelu. Się naoglądała za młodu teledysku „Waterfalls” TLC.

    Dość! Czas wymyślić pseudonim i zacząć na tym zarabiać. Od około dwóch miesięcy przepowiadam przyszłość za darmo. Mówię coś, a to się potem sprawdza. Nazwę się chyba Madame Patcha. W końcu objętościowo podobni jesteśmy. Drugi mój dar to uleczanie singlii, więc może jestem zatem jaką czarodziejką z księżyca i o tym nie wiem? Trzeci dar to dobijanie. Ostatnio znajomych.

    Tym razem grubo. PsychoFag. Zachciało mi się bookingów i biegania? To mam. Nieprzespane noce w bonusie.
    Uzależnilem się od filmu „Zmierzch” i książek S.Meyer. Jak pojebana nastolata. Tylko tego brakowało – uwsteczniania się na starośc.

    Tak, to źle by kurwą. Ale najgorzej być kurwą cyrkówką-objazdówką bez szkoły. Bo to nie tylko dupa rozjebana, ale i łeb za jednym zamachem.

    Fet: Kurwa, Niemcy prawie wcale nie mówią po angielsku!
    Magda: No właśnie i jak się z nimi porozumieć?
    Dave: A nocleg chociaż macie?
    Fet: No tak, u rodziców DJa.
    Magda: To ja bym im się ino przedstawiła i powiedziała, że są „sehr fantastisch”.
    Fet: A ja jakby już wychodzili do pracy pomachałbym im i rzekł „arbeit macht frei”.

    Nie mam czasu na miłość. Nie mam czasu na związki, o seksie też już dawno zapomniałem, bo od tygodnia nie żyję swoim zyciem tylko jakimś kosmosem w który wciągnęli mnie ojciec i matka. Mam ochotę się porzygać. Wyrzygać ich, ich problemy i to pomylone małżeństwo. Pakuję się i jadę odwiedzić ojca. A wydaje mi się, że jadę do kompletnie obcego mi człowieka.
    Weekend w Berlinie.
    Tydzień w Poznaniu i Warszawie.
    Wydam miliony na pociągi i taksówki. Bookingi, maile, telefony. I zastanawiam się właśnie gdzie w tym wszystkim miejsce dla mnie.

    Im częściej rozmawiam z osobami sparowanymi (mam na myśli, te szczęśliwie sparowane od czasu jakiegoś, nie od tygodnia) i zakochanymi tym bardziej uświadamiam sobie, że tak naprawdę chyba nigdy nie byłem w nikim zakochany tak na serio od kilku ładnych lat. Byłem – dwa razy. Może trzy. Pierwszy raz na pewno. Dwa pozostałe? Własnie próbuję rozkminić ten cały proces, który we mnie wtedy zachodzi. Złudzenie? Iluzja? Uczuciowa fatamorgana? Może mnie się tylko „wydaje”? A może przemożna chęć posiadania, która co jakiś tam czas się jednak odzywała we mnie sprawiała, że w jakiś sposób przywiązywałem się do byle czego, co akurat stanęło na drodze? Następnym razem jak mnie taka chęć chwyci, obejmę pierwszy napotkany znak drogowy. Nie będzie ani protestować, ani się odsuwać i z pewnością to ja będę tym, który go porzuci.

    Nie przebrnąłem przez „Moje sekretne życie” Dali’ego. Ja rozumiem, że jestem nienormalny, ale on bije mnie na łeb na szyję, a o doszczętnych popierdoleńcach czytać już nie lubię. Czy on urodził się z tabletką gwałtu w głowie zamiast z półkulami mózgowymi? Zamiast rdzenia – złącze LSD, a zamiast komórek nerwowych – grzyby?

    Ostatnia płyta Grace Jones została okrzyknięta wydarzeniem roku, krytycy we wszystkich magazynach porobili z wrażenia pod siebie, a ja zastanawiam się z jakiego powodu tyle smrodu dokoła. Posłuchałem. Odłożyłem. Poczytałem recenzje, dobra, myślę, one more chance. Play. Nie, ni chuja – won mi z kompa. Rozumiem, że ikona, rozumiem, że osobowość, ale gównianą muzykę potrafię jeszcze odróżnić od wydarzenia roku.

    Kiedy ostatni raz byłem w Wawie rozmawiałem z Cynthią o związkach i doszliśmy do wniosku, że szerzy się klątwa czterech lat. Opowiada o swoim kolesiu z którym była… cztery lata. Pyta czy znam jakąś parę gejowską, która jest ze sobą długo. Mówię, że znam – są ze sobą cztery lata. Rozumiem teraz fenomen popularności tej średniowiecznej piosnki by Iwona Węgrowicz „Cztery lata”. Na jej „zamek z piasku” po czterech latach też najechali Krzyżacy i jebut – był zameczek został piaseczek.

    Czy można uzależnić się od herbaty? Można. Wypijam jej jakieś 4 litry dziennie. Za kolejny tydzień zamienię się w krzak, za dwa wypuszczę liście. Nic tylko rwać i wrzucać do wrzątku. Będę herbatą o smaku cierpkim.

    Alexis wyszperała gdzieś dietę białkową. Że niby ostatni posiłek powinien mieć w sobie dużo białka to wtedy jakieś w nocy w trakcie snu procesy zachodzą i się chudnie. Jak zwykle najlepsze diety układają dla ludzi sparowanych. Z takim stałym partnerem to się można odchudzać. Strzał w usta przed snem codziennie przez miesiąc, buzi, buzi, lulu – po miesiącu jesteś kościotrupem.

    Na MTV jest taki program dla przygłupich emocjonalnie – „Zakochaj się w Tequilli” czy jakoś tak. Nagroda – niezidentyfikowanej urody biseksualna z metra cięta wywłoka – zaprasza do domu ileś tam kolesi i lasek i wymyśla im przeróżne konkursy, co by wybrać kogoś w kim może się zakochać (sic!). I dziewczyny konkurują z facetami, a co odcinek jest ich coraz mniej. Ostatnio w jakimś tam taśmociągowym konkursidle kazała im jeść… świńską waginę. Nigdy nie widziałem świńskiej waginy, ale jak zobaczyłem – cała strawa dnia minionego stanęła mi w gardle. A oni to wpierdalali! Rzygali i wpierdalali. Wygrała jakaś męska lesba, która pierwsza zeżarła świńską cipę ze smakiem… Wniosek? Chcesz poznać smak prawdziwej miłości? Pizdy/chuje w dłoń. Bon apetit!

    Co trzeba zrobić, żeby zamieszkać z króliczkami w rezydencji Playboya? – pada pytanie. Ufarbować się na blond – pada odpowiedź. To znaczy, że mam szanse.

    Stwierdziliśmy z Alexis, że naszą nową idolką zostaje Beyonce, ponieważ od jakiegoś czasu wszystko do tej pory offowe stało się mainstreamowe, a to co mainstreamowe – offowe. Musimy zatem konsekwentnie bronić muzyki i artystów undergroundowych LOL Naszą ikoną wybraliśmy zatem Beyonce, choć zgłaszałem kandydaturę Lady Gaga, wszak kawałka „Just Dance” słucham na okrągło, a klip nawet ściągnąłem. Niestety przegrała z kretesem, bo w jej skromnym dorobku dogrzebałem się raczej samych już chujowych hitów, nie wspominając o „Poker Face” na punkcie którego mam alergię i natychmiastową depresję.

    Zostałem cheerleaderką walentynek. Tyle horrorów emitują jednego dnia w telewizji jak nigdy w ciągu całego roku. Wspaniałe święto! Garściami je od dzisiaj chłonę, bo horrory uwielbiam od niedawna, zresztą od niedawna to ja bardzo wiele rzeczy lubię.

    Kiedy widzę Marka Kondrata w reklamach telewizyjnych tego pierdolonego banku to mam ochotę rzucić się jak opętana faustynka na ekran telewizora i zalać go wrzodami i wymiocinami z dedykacją od żołądka. Jego żona ćwiczy asany i inne jamy, a on propaguje w mediach alkoholizm (swoje winiarnie) i pojebów z 7% w skali roku. Aha i darmowym internetem dla wszystkich – bo konta darmowe mają już wszyscy, tylko z netem gorzej. Skretyniała ludzka forma hubby drzewnej spragniona złotego.

    Przeglądam strony internetowe klinik plastycznych. Tekst piszę na ten temat (znowu) więc info mi potrzebne. Im więcej czytam, tym bardziej zaczynam liczyć ile siana zdążę odłożyć w ciągu roku. Zaskakujące jak działa ten mechanizm. Nie mam co prawda ambicji skończyć jak Cher czy taka niewydarzona Amanda Lepore z ustami jak sklejone na słońcu opony, ale jak Demi Moore mógłbym wyglądać.

    Ostatnio mnie olśniło. Piotr Rubik jest kretynem. Mógłby dorobić się milionów na patencie by Bradshaw. Oglądając kilkanaście dni temu jakieś pornole od Puchatego (swoją drogą takie typowo oldskulowe z tytułami „Killer Face”, „Haunted” – MAX!) wpadłem na genialny wręcz pomysł. Bo w każdym pornolu jest przecież muzyka Rubika! Nie kumasz? To zacznij energicznie klaskać…


    • RSS